[Pink Floyd]
Tłumaczenia tekstów

Pink Floyd — A Momentary Lapse of Reason
Chwilowy zanik rozsądku

oryginał

Oznaki życia

Instrumentalna

Nauka latania

W odległą przestrzeń wstęga czerni
Napięta do punktu, gdzie nie ma odwrotu
Przed fantastycznym lotem na polach wiatru
Stojąc samotnie, a me zmysły wirują
Zgubne przyciąganie trzyma mnie mocno
Jak mam uciec z tego porywającego uchwytu?

Nie mogę oderwać oczy od kołującego nieba
Oniemiały, zakręcony, do ziemi niepasujący ja

Szron osiada na moich skrzydłach
Zlekceważyłem ostrzeżenia, a zdawało mi się, że pomyślałem o wszystkim
Bez przewodnika, który wskazałby drogę do domu
Rozładowany, pusty i skamieniały

Dusza w napięciu to nauka latania
Czuję się gorzej, lecz nic mnie nie zraża
Nie mogę oderwać oczu od kołującego nieba
Oniemiały, zakręcony, do ziemi niepasujący ja

Ponad ziemią, w modlitwie na skrzydłach
Moja brudna aureola, mglisty ślad w pustej przestrzeni
Poprzez chmury widzę mój lecący cień
Kącikiem mego łzawiącego oka
Sen niezagrożony brzaskiem poranka
Uniósł mą duszę ponad sklepienie nocy

Żadnego uczucia się z tym nie da porównać
Wstrzymana życie w stanie rozkoszy
Nie przestanę myśleć o kołującym niebie
Oniemiały, zakręcony, do ziemi niepasujący ja

Psy wojny

Psy wojny, ludzie zawiści
Nikogo nie pomijamy bez powodu
Odkrycie jest, by zostało odebrane
Nasza dewiza to krew i kości
Piekło otwarte, wystawione na sprzedaż
Zbierzcie się i targujcie
Dla dużej forsy skłamiemy i oszukamy
Nawet przywódcy nie znają sieci, których tkamy

Jeden świat, pole bitwy
Jeden świat a my go zgnieciemy
Jeden świat... Jeden świat

Tajne transakcje, rozmowy na odległość
Fałszywy śmiech w marmurowych salach
Podjęto kroki, słyszysz cichy zgiełk
Psy wojny spuszczono ze smyczy
Nie zatrzymasz tego, co się zaczęło
Dostarczają amnestię — podpisaną i opieczętowaną

Jeden świat, pole bitwy
Jeden świat a oni go zgniotą
Jeden świat... Jeden świat

Psy wojny nie negocjują
Psy wojny się nie poddają
Oni wezmą, a ty dasz
I musisz umrzeć, by oni mogli żyć
Możesz pukać do każdych drzwi
Ale gdziekolwiek pójdziesz
Zobaczysz, że oni byli pierwsi
Zwycięzcy mogą przegrać i wszystko może się zmienić
Ale cokolwiek zrobisz, psy pozostaną

Jeden świat, pole bitwy
Jeden świat czy my go zgnieciemy?
Jeden świat... Jeden świat

Jeden błąd

Niespokojny wzrok w smutnym pokoju
Szkliste spojrzenie, byłem na drodze do katastrofy
Muzyka grała i grała, gdy wirowaliśmy bez końca
Nie padło żadne słowo, by obronić jej godność

Tak, tak — szepnęła na moją prośbę
Odrzuciła grzywkę, gdy moja stanowczość była poddawana próbie
Oddaliśmy się pożądaniu z płonącymi duszami
Wiedzeni drogą w stronę stosu pogrzebowego
Nie myśląc o konsekwencjach
Upadłem na dno

Jeden błąd i wpadamy w nicość
Wystarczy krótki moment
Chwilowy brak rozsądku
Który wiąże dwa życia
Mały żal, którego nie zapomnisz
Nie będziesz mógł dziś w nocy spać

Czy to była miłość, czy tylko myśl o miłości?
Czy może zrządzenie losu
Które zdawało się idealnie pasować?
Chwila minęła, a ziarno zostało posiane
Zbliżał się koniec roku i nikt nie chciał zostać sam

Jeden błąd i wpadamy w nicość
Wystarczy krótki moment
Chwilowy brak rozsądku
Który wiąże dwa życia
Żal, którego nigdy nie zapomnisz
Nie będziesz mógł dziś w nocy spać

Odwracając się

Odwracając się
Od bladych i zdeptanych
I słów, które mówią
Lecz których my nie rozumiemy
"Nie myśl, że to , co się dzieje
To tylko sprawa cierpienia innych
Albo staniesz się jednym
Z odwracających się"

To jest grzech, że w jakiś sposób
Światło zmienia się w cień
Zrzucając zasłonę
Na wszystko, o czym wiedzieliśmy
Nieświadomi, jak urosły szeregi
Prowadzeni przez kamienne serce
Może zauważymy, że jesteśmy samotni
W naszym butnym śnie

Na skrzydłach nocy
Gdy odchodzi dzień
Gdzie gromadzą się niemi
W cichej harmonii
Używając słów, które uznasz za dziwne
Zahipnotyzowany ogniem, który wzniecają
Poczuj powiew wielkich zmian
Na skrzydłach nocy
Nie odwracajmy się więcej
Od słabych i znużonych
Nie odwracajmy się
Od chłodu wnętrza
Mamy jeden świat, którego dla każdego musi starczyć
Nie wystarczy tylko stać i patrzeć
Czy to tylko sen, że nie będzie więcej
Odwracania się?

Kolejny film

Jeden dźwięk, pojedynczy dźwięk
Jeden pocałunek, pojedynczy pocałunek
Twarz za oknem
Jak to się mogło stać
Człowiek, który biegł, dziecko, które płakało
Dziewczyna, która słyszała głos, który kłamał
Słońce, które paliło czerwonym ogniem
Obraz pustego łóżka

Użycie siły, on był tak brutalny
Ona wkrótce się podda, miała już dosyć
Defilada losu, złamana wola
Ktoś leży zupełnie nieruchomo
On śmiał się i płakał
On walczył i zginął
Choć był taki sam, jak wszyscy
Nie najgorszy i nie najlepszy

Wciąż ten bezcelowy pomruk
Paplanina którą muszę znosić
Morze twarzy, wzniesione w górę oczy
Pusty ekran, tępy wzrok
Mężczyzna w czerni na śnieżnobiałym koniu
Bezsensowne życie dobiegło końca
Podkrążone i zaczerwienione oczy, z których ciągle płyną łzy
Gdy on zlewa się z zachodzącym słońcem

W koło i w koło

Instrumentalna

Nowa maszyna (część 1)

Byłem tu od zawsze
Zawsze patrzyłem zza tych oczu
Nawet dłużej niż żyję
Dłużej niż żyję
Czasem męczę się oczekiwaniem
Czasem męczy mnie przebywanie tu
Czy zawsze tak było?
Czy kiedykolwiek mogło być inaczej?
Czy kiedykolwiek czułeś się zmęczony oczekiwaniem?
Czy kiedykolwiek czułeś się zmęczony przebywaniem tu?
Nie martw się, nikt nie żyje wiecznie
Nikt nie żyje wiecznie

Ostateczne fiasko

Instrumentalna

Nowa maszyna (część 2)

Zostanę tu na zawsze
Zawsze będę patrzył zza tych oczu
To trwa tylko jedno życie
To tylko jedno życie
To tylko jedno życie

Smutek

Słodki zapach wielkiego smutku zawisł nad ziemią
Pióropusze dymu wznoszą się tworząc ołowiane niebo
Człowiek leży i śni o zielonych łąkach i rzekach
Lecz budzi się rano bez powodu, by wstawać

Dręczą go wspomnienia utraconego raju
Z marzeń lub z młodości, dokładnie nie wie
Przykuty na zawsze do świata, który umarł
To jeszcze nie wszystko, to jeszcze nie wszystko

Jego krew zastygła i ścięła się ze strachu
Kolana drżą i nie chcą iść w nocy
Jego ręce opadły w chwili prawdy
Stracił równowagę

Jeden świat, jedna dusza
Czas mija, rzeka płynie

On mówi do rzeki o poświęceniu i o utraconej miłości
Cisza odpowiada zaproszeniem wirów
Które płyną ciemne i groźne do oleistego morza
Ponury znak tego, co nadejdzie

Wiatr wieje nieprzerwanie przez noc
Pył w moich oczach nie pozwala mi widzieć
A cisz mówi dużo głośniej niż słowa
O złamanych przyrzeczeniach


Wojtek Rzeszutek

[Powrót do poprzedniej strony