[Pink Floyd]
Tłumaczenia tekstów

Pink Floyd — Meddle
Meddle

oryginał


Jeden z tych dni

Pewnego dnia rozszarpię Cię na kawałki...

Poduszka wiatrów

Chmura puchu roztacza wokół mnie
Zasłonę dźwięku
Czuję się senny gdy leżę
Z moją kochaną obok mnie
Ona oddycha płytko
A świeca gaśnie
Nadchodzi noc, zamykasz drzwi
Książka spada na podłogę
Zapada ciemność, fale się przewalają
Zmienia się pora, wiatr jest cieplejszy
Budzi się sowa, zasypia łabędź
Widziałeś sen, ale on już zniknął
Zielone pola, chłodny deszcz pada
Obok złotych wrót
Głęboko pod ziemią brzmią głosy poranka
A ja upadam
Czuję się senny, gdy leżę
Z moją kochaną obok mnie
Ona oddycha płytko
Wznoszę się jak ptak
We mgle, gdy promienie spadają z niebios
A noc odfruwa

Nieustraszony

Mówisz, że wzgórze jest zbyt strome, by się na nie wspiąć
Wspinaj się!
Mówisz, że chciałbyś, abym ja spróbował
Wspinaj się!
Wybierz miejsce, ja ustalę czas
I wejdę na wzgórze swoim sposobem
Tylko poczekaj troszkę na odpowiedni dzień
A kiedy wznoszę się ponad korony drzew i ponad chmury
Spoglądam w dół, słyszę odgłos słów, które dziś wypowiedziałeś

Nieustraszony idiota stanął przed tłumem
Uśmiecha się!
Nic nie czeka, sędzia obraca się
Marszczy brwi!
Kim jest ten głupiec w koronie
Zejdź na dół swoim sposobem
A każdy dzień jest odpowiedni
Gdy unosisz się ponad szczytami strachu z dezaprobatą
Spoglądasz w dół, słyszysz głosy twarzy z tłumu

Nigdy nie będziesz spacerował samotnie!

San Tropez

Gdy szukałem panienki ześliznąłem się
Z łoża w San Tropez
Łamiąc patyk na piasku
Mknąc na fali śladem starego sedana
Śpiąc samemu pośród warkotu ciemności
Odrapany przez piach , który sypnął z naszej miłości
Głęboko w snach wciąż słyszę jej wołanie
Jeśli jesteś sam przyjdę do ciebie
Odwrót do domu pidgeon, gołąb
Odlatuję samolotem z wiatrem i z deszczem
Posiadając dom bez srebrnej łyżeczki
Piję szampana jak wielki pan
Zanim załamie się pogoda
Zbiorę moje rozrzucone daleko myśli
Lecąc na wietrze w stronę nowego dnia
Jeśli jesteś sam przyjdę do ciebie
Zatrzymuję się na chwilę w cichej wsi
I słucham rzeczy, o których mówią
Szukam złota z motyką w ręku
Z nadzieją, że popatrzą, jak stoją sprawy
Czy poprowadzisz mnie do miejsca na morzem
Słyszę twój łagodny głos, który mnie wzywa
Umawiając się na później
Jeśli jesteś sam przyjdę do ciebie

Seamus

Byłem sobie w kuchni
Seamus (czyli pies) był na dworze
Więc byłem sobie w kuchni
A Seamus mój stary ogar był na dworze
No wiesz, słońce zachodziło powoli
A stara psina usiadła i zaczęła skomleć

Echa

W powietrzu nade mną zawisł nieruchomo albatros
Głęboko pod przewalającymi się falami
W labiryntach koralowych jaskiń
Słychać echo odległego przypływu, który łka nadchodząc poprzez piach
Tu wszystko jest zielone i podwodne
A nikt nie pokazał nas ziemi
I nikt nie wie gdzie i dlaczego
Coś utkwiło wzrok i coś próbuje
Zaczyna wspinaczkę w kierunku światła

Obcy idą ulicami, przypadkiem
Spotykają się dwa obce spojrzenia, ja jestem tobą
A ten, kogo widzę, to ja
I czy biorę Cię za rękę
I wiodę przez suchy ląd
I pomagam sobie zrozumieć najlepiej jak potrafię
Lecz nikt nie woła nas na ląd
Nikt nie przechodzi tędy żywy
Nikt nie mówi, nikt nie próbuje
Nikt nie lata wokół słońca

Dziś jest dzień, gdy upadłeś na moje bezsenne oczy
Zapraszając i pobudzając mnie do powstania
Przez okno w ścianie
Wpływają na promieniach słońca
Miliony jasnych posłańców poranka
I nikt nie śpiewa mi kołysanek
I nikt nie zamyka moich oczu
Więc otwieram szeroko okna
I wołam do Ciebie poprzez nieboskłon

Wojtek Rzeszutek
Uzupełnienie: Wojtek Michalski

[Powrót do poprzedniej strony